Woda 2/12 #hubfoto

Jeszcze jej nie dotykam. Słyszę tylko szum dziarsko maszerując do pracy. Pogoda zachęca do spaceru a nie jazdy samochodem. Wokół las. Już rzadszy co oznacza, że za chwil się skończy.

 

Z każdym krokiem szum staje się mocniejszy i dodatkowo wzbogacony o intensywny zapach wilgoci i soli.
Nagle las się urywa, a przede mną rośnie ostatnia piaszczysta górka. Wręcz wbiegam, jakbym nie wiedział, co się za nią kryje. A przecież wiem doskonale. Mimo tej wiedzy wchodzę na jej szczyt i zatrzymuję się w zachwycie.
Ten moment zawsze tak działa. Jakby z boku stał znak „Stop”, który nakazuje zatrzymać się i podziwiać.
Niebieski morza ewidentnie wygrywa z niebieskim nieba. Oczy nie wiedzą na czym się oprzeć. Każdy kadr od lewa do prawa jest piękny i zachwycający. Trwa to tylko sekundę, bo przecież trzeba do pracy. Mocniej bijące sercem jest jednak najlepszym znakiem zachwytu. Nie dotykam wody. Maszeruję obok. Przecież za chwilę całe moje ciało jej dotknie. Ale jeszcze nie teraz.
Poranna, letnia kąpiel w morzu to rytuał. Element dnia, który powoduje, że staje się lepszy, bardziej mój. Tylko sztormy przerywają te spotkania. Wtedy wygrywa rozsądek i zachwycam się z brzegu.
Droga do pracy to dosłownie kilkanaście minut spokojnego spaceru. Zostawiam rzeczy w biurze i przebrany w kąpielówki, z okularkami w dłoni i ręcznikiem na ramieniu, wracam na plażę.
Nie ma jeszcze siódmej rano, ale powietrze jest mocno nagrzane słońcem. Dlatego już sama myśl o kąpieli wywołuje ulgę. W kieszeni szortów szeleści niewielki worek na śmieci.
To też rytuał każdego dnia i wewnętrzna walka w głowie z niezrozumieniem i ludzką głupotą. Choć kiedyś bolało bardziej. Teraz po prostu schylam się i zbieram z plaży tyle śmieci, ile mogę. Już nie zastanawiam się. Czasami tylko zły wstawię zdjęcia pełnego worka na media z retorycznym pytaniem „Po co i dlaczego”.
Dzisiaj nie zdążyłem się nawet zabrać za śmieci. Po kilku krokach na piasku z okrzykiem ląduję na plecach, a z lewej stopy zaczyna się sączyć mała stróżka krwi. Nie boli, ale widzę jak z rany wystaje kawałek zielonego szkła.
Wiem, że to butelka po piwie. Zamiast zajmować się raną zastanawiam się, ile ktoś musiał włożyć wysiłku w jej rozbicie na plaży. Nie rozumiem pozostawiania szkła, ale jeszcze bardziej nie rozumiem, jak można to szkło dodatkowo rozbić i zasypać piaskiem.
Mija chwila i zaczyna do mnie docierać, że kawałek szkła w nodze sam z niej nie wypadnie. Trzeba coś z tym zrobić.
– Po prostu wejdź do morskiej wody i wyciągnij rozbite szkło z rany. Woda z solą przemyje i zdezynfekuje ranę, a Ty przy okazji po prostu sobie popływasz – mówię sam do siebie głośno, aby przekonać się do idiotycznego planu.
Ponieważ jednak nie mam innego pomysłu robię tak, jak zaplanowałem. Już nie zbieram kolejnych śmieci. Dzisiaj muszą sobie poleżeć na plaży. Szybko wskakuje do wody i siadam zanurzony w niej aż do ramion. Nie ma co się zastanawiać. Jeden ruch i kawałek szkła dosłownie zostaje wyrwany. Wracam na plażę i odkładam go na ręcznik. Bez sensu przecież zostawiać go w wodzie. Ktoś inny może się nim skaleczyć. Albo ,co gorsza, znając swojego pecha, sam za chwilę w to wdepnę.
Wracam do wody i zanurzam w niej stopy. Siadam. Woda jest chłodna i przyjemna. Czuję łagodniejący ból. Z ciekawością przyglądam się strużce krwi, która jeszcze czerwona przy nodze parę centymetrów dale robi się blado różowa i na koniec ginie w morskiej wodzie.
Pomysł chyba nie okazał się tak głupi, bo po paru minutach krew już nie leci, a rana wygląda na czystą. Czuję jeszcze lekki ból, ale wiem że minie, jak przestanę się nad nim skupiać.
– No i super – mówię znowu sam do siebie – Teraz czas na odrobinę przyjemności.
Wstaję i wchodzę do wody na tyle głęboko, aby swobodnie popływać. Staram się nie odpływać za daleko. Jestem na plaży o tej porze najczęściej sam i lepiej nie ryzykować. Tak samo się przecież pływa, kiedy ma się pod sobą półtora metra wody jak i 20.
Zanurzam całe ciało. Ciągnę długiego nurka aby rozgrzać płuca. Wynurzam się prychając i przechodzę do kraula. Spokojnie ciągnę ciało ramionami. Zanurzona głowa już wie, kiedy się wynurzać. Raz, dwa, trzy wynurzenie lewa. Raz, dwa, trzy wynurzenie prawa. Tylko chwila. Na rozgrzewkę.
I kiedy tak chcę już się zatrzymać i wynurzyć uderzam w coś dłonią. Wkurzony zatrzymuje się, i staję na nogach. Obok najspokojniej na świecie pływa sobie zielona butelka. Oczywiście po piwie. Musi pływać już jednak jakiś czas, bo nie na na sobie żadnej etykietki.
Przez chwilę myślę, że ma taki sam ładny kolor jak morska woda, ale potem się wkurzam i z całej siły rzucam ją na plażę, w okolicę moich ubrań.
– I nie ruszaj się, póki Cię nie zabiorę – krzyczę do butelki już leżącej na plaży.
Własne słowa mnie śmieszą, co powoduje, że złość szybko mi przechodzi.
Tym razem włączam stoper. W planie jest swobodne siedemset metrów wzdłuż plaży. Akurat tyle, aby się rano obudzić i schłodzić, ale jednocześnie nie zmęczyć. Choć dzisiaj już na brak wrażeń narzekać nie mogę.
Znowu zanurzam ciało. Działa pamięć mięśniowa. Raz, dwa, trzy lewa, raz, dwa, trzy, prawa. Czuję, jak woda obmywa ramiona. Zanurzona głowa chłodzi się w morskiej wodzie, a myśli po prostu skupiam na pływaniu. Nic się dookoła nie liczy. Mimo okularków pływackich zamykam oczy, aby nic mnie nie rozpraszało. Chcę się czuć jak woda. Być nią.
Udaje mi się jednak tylko przez chwilę. Czuję, że z moim ciałem zaczyna się dziać coś dziwnego. Najpierw głowa. Czuję jej ciężar a oczy mimo, że otwarte nadal są pełne ciemności. Chwilę potem czuję, że dłonie zaczynają znowu w coś uderzać. O ciało ocierają się różne przedmioty. Nie potrafię ich rozpoznać. Atakują mnie z każdej strony. Pływanie w tej gęstej wodzie staje się w końcu niemożliwe. Zatrzymuję się i staję na nogach. Szybkim ruchem z oczu zrywam pływackie okularki.
Kiedy w końcu oczy przyzwyczajają się do światła ukazuje się przerażający widok. To nie jest moja spokojna, skąpana w słońcu poranna plaża.
Stoję po pas w śmieciach. Wokół mnie pływają butelki, worki, papiery, słomki, połamane zabawki. Dosłownie wszystko. Śmieciami wypełniona jest też plaża. Morskiej wody nie widać. Wokół, aż po horyzont tylko śmieci. Czuć ich odrzucający odór.
Kilkanaście metrów obok widzę młodą dziewczynę. Również stoi w wodzie. Kolorowa sukienka prawie cała jest mokra. Długie, kręcone włosy również wyglądają na zmoczone. Pochylała się nad wodą i coś mówi do siebie. Jest jednak za daleko, abym słyszał jej głos.
– Halo proszę Pani, gdzie jesteśmy, skąd tu tyle śmieci – krzyczę na tyle głośno, aby mnie usłyszała.
Musiała mnie usłyszeć, bo podnosi głowę i patrzy w moim kierunku. Wtedy zobaczyłem, że płacze. Popatrzyła chwilę i znowu schyliła się nad wodę. Szybko podbiegam w jej kierunku.
– Co się stało – pytam stanowczo jeszcze raz – skąd te śmieci.
Z bliska dziewczyna wydaje mi się bardzo młoda. Ma spokojne rysy twarzy. Ale policzki sąpełne łez.
– Proszę pomóż mi je zebrać. Nie wiem skąd przybywają. Jest ich za dużo. Już nie daję rady. Proszę – mówi z płaczem w głosie i z żalem w oczach.
Rozejrzałem się dookoła. Pływające w wodzie śmieci nie mają końca. Sięgają aż po horyzont. Unoszą się wraz z falami, a te blisko brzegu są nieustająco wyrzucane na plażę.
– Nie zdołamy tego zebrać. Tych śmieci jest za dużo – mowię zrezygnowany.
– Nie mogę przestać. Jak ich nie zbiorę to, wszyscy w moim domu zginą, uduszą się. Proszę pomóż – powtarza z determinacją dziewczyna.
Stoję jeszcze chwilę z opuszczonymi wzdłuż ciała dłońmi. Rozglądam się dookoła próbując ogarnąć wzrokiem ogrom tego śmietniska. Bezskutecznie. W końcu jeden po drugim zaczynam zbierać z wody odpadki i układać na plaży. Czuję, że moja praca nie ma kompletnego sensu. Śmieci nie ubywa, a jedynie rośnie ich sterta na plaży. Jednak jeden po drugim podnoszę je z wody. Robiłem to ponad godzinę. Młoda dziewczyna niedaleko mnie ze spuszczoną głową i opadłymi ramionami, które świadczą o zmęczeniu, również nieustająco zbiera śmieci i wynosi na plażę.
W głowie dźwięczały mi jednak nieustająco jej słowa. „Wszyscy w moim domu zginą, uduszą się”. Jaki dom, kim ona jest, gdzie w ogóle jesteśmy.
W końcu przerywam zbieranie i podchodzę do niej.
– Powiedz mi proszę kim jesteś. Dlaczego te śmieci niszczą Twój dom. To tylko woda? – pytam zdziwiony, choć jednocześnie czuję, że ostatnia część mojego pytania jest głupia.
Kobieta podniosła głowę. Na jej twarzy nie ma już smutku, tylko determinacja. Oczy błyszczą, a grymas twarzy wskazuje, że moje pytanie Ją zdenerwowało.
– Tak masz rację. Twoje pytanie można uznać za głupie. Ale raczej trzeba je uznać po prostu za ludzkie. To nie jest tylko woda. To ja jestem Wodą. Deszczem, morzem, łzami. A te śmieci zatruwają niebo, morze i ludzkie głowy. Płaczę, bo nie rozumiem jak możecie niszczyć samych siebie. Tego właśnie nie rozumiem najbardziej. Bardzo lubię, kiedy co rano Twoje ramiona głaszczą moje fale. Lubię, kiedy nurkujesz i cieszy Cię ta chwila. Patrzę, kiedy każdego ranka zbierasz to, co znajduje się na plaży. Widziałam dzisiaj Twoją złość, kiedy dłonią uderzyłeś w porzuconą butelkę. Dlatego zabrałam Cię w to miejsce. To nie są wyśnione śmieci. To odpady, które pływają po wszystkich morzach. Jeszcze mnie całkowicie nie zakryły, ale już zabierają światło w moim domu. Ograniczają tlen i niszczą radość. Codziennie jest ich więcej i więcej. Dlatego tu dzisiaj jesteś. Zobacz i opowiedz co widziałeś, bo pewnego dnia, jeśli się nie zatrzymacie tak właśnie będzie wyglądać Twoja ulubiona plaża. A każde uderzenie Twoich ramion zamiast na falach będzie rozbijać się na śmieciach.
Ze wstydu zamknąłem oczy. Nie chciałem już patrzeć na ten śmietnik, który mnie otaczał.
Kiedy po chwili ponownie je otworzyłem nie było już śmieci wokół. Leżałem na plaży, częściowo zanurzony w wodzie. To znowu była „moja” plaża. Woda delikatnie głaskała, jakby chciała uspokoić złość. Obok na zielono świeciła butelka, którą znalazłem wcześniej i rzuciłem na piasek. Jej kolor mocno kontrastował ze złotym piaskiem. Chciałem płakać z bezsilności.
Zamiast tego wróciłem na chwilę do wody. Popływałem jeszcze parę minut dziękując w myślach wodzie za tak cudowne doznania. Teraz całkowicie odbierałem ten dotyk. Nie myślałem o tym, co się stało, gdzie byłem. Przez chwilę uznałem, że po prostu za długo nurkowałem i niedobór tlenu doprowadził do takich halucynacji. Bardziej czułem smutek.
Wróciłem na brzeg, powoli ubrałem się patrząc ciągle na wodę. Była taka spokojna. Wracając do portu chciałem zebrać wszystkie śmieci, które zobaczyłem, choć widziałem, że nie dam rady.
Zebrałem więc tyle, ile mogłem a w duchu obiecałem sobie, że będę je zbierał zawsze kiedy tu trafię. Zebrane śmieci sfotografowałem i wstawiłem na media z prośbą o zabieranie ich z plaży po wypoczynku. Wiedziałem, że to, co robię nie ma znaczenia. Ale może jak będzie nas dwoje, dziesięciu, stu…

Leave a Reply